Trening w rytmie slow [recenzja]

Trening w rytmie slow [recenzja]

Wpis powstał we współpracy z wydawnictwem Helion

Moja relacja z ruchem zawsze była burzliwa. Gdy byłam mała tańczyłam w zespole tanecznym. Całkowitą normą były dla mnie treningi dwa razy w tygodniu, w trakcie których pot mieszał się z zaciętością i frajdą.

A potem odkryłam książki. Jedyną formą ruchu, która sprawiała mi wtedy przyjemność, był szybki marsz do biblioteki lub księgarni, gdy zabrakło mi w domu kolejnych liter.

I tak było przez dłuższy czas. Potem nagle moje ciało zaczęło się zmieniać. Siedzący tryb życia urządził sobie z niego półkę z pamiątkami. Mniejsza elastyczność, kilka centymetrów więcej to tu, to tam….

Patrzyłam na moje koleżanki, które nie wyobrażały sobie życia bez regularnych treningów siatkówki, koszykówki czy joggingu i myślałam sobie Że też im się chce…

Bo mi się nie chciało. A im mniej się ruszałam, tym mniej było chcenia.

Ciało mi się zmienia

Aż przyszedł taki moment, że mi się zachciało. Ciało wystawiło mi rachunek za objadanie się słodyczami, niezdrowe przekąski i niechęć do sportu. Zachciało mi się mieć inne ciało.

I zaczęły się zrywy.

Tydzień regularnych ćwiczeń, czasem miesiąc, góra dwa. Wyciskanie siódmych potów, walka z zakwasami, rzucanie się na każdy nowy rodzaj treningu, który pojawiał się na rynku i obiecywał cuda w krótkim czasie (trening z Chodakowską, interwałowy, tabata).

Interesowały mnie efekty.

Ubywające kilogramy i coraz szerszy uśmiech w lustrze.

Najlepiej w jak najkrótszym czasie i przy jak najmniejszym wysiłku.

Na myśl przyszło mi Żałuję, że wtedy Kasia Grządka nie wydała tej książki.

Ale powiem Ci szczerze, że nie wiem czy wtedy bym po nią sięgnęła. Dlaczego?

Bo to książka, która wymaga otwartości na zmianę perspektywy.

W tamtym okresie życia zafiksowałam się na spełnianiu własnych i cudzych standardów, a moje ciało stało się w tej bezwzględnej grze jedyną kartą przetargową.

Moja głowa myślała tylko o tym „co”, a nie o tym „jak”. Prędzej wybrałabym wtedy książkę „Jak szybko zgubić 5 kilo i nigdy więcej nie przytyć?”.

A jednak da się inaczej

Dziś, sięgając po „Trening w rytmie slow”, chłonęłam każde jej słowo. Czułam, że Kasia pisze o tym, co odkrywam od kilku lat.

O zupełnie innym podejściu.

Do ruchu, które jest elementem holistycznego dbania o siebie.

Do ciała, bycia dla siebie dobrym i życia w zgodzie z Naturą.

Do wplatania aktywności fizycznej w całokształt myślenia o sobie i świecie.

Do holistycznego ujęcia tematu, zamiast skupiania się jedynie na jego niewielkiej części.

Już w pierwszym rozdziale przeczytałam coś, co utkwiło mi na dłużej w myślach:

Bądź lepszą wersją siebie… i niczego nie zmieniaj. 

Gdyby ktoś zapytałby mnie o to, które zdanie z tej książki mogłoby być jej lakonicznym podsumowaniem wskazałabym właśnie na nie.

Popatrz jak bardzo przewrotnie te słowa brzmią w stosunku do tego, jak większość z nas podchodzi do ćwiczeń.

Stawiamy poprzeczkę coraz wyżej i wyżej.

Jeśli aerobik – to ten, na którym spalę najwięcej kalorii.

Jeśli siłownia – to dwie godziny i ćwiczenia z największym możliwym obciążeniem, jakie zniesie moje ciało.

Jeśli bieganie to minimum pięć kilometrów i czas krótszy od tego, który ostatnio widziałam u sąsiadki na Endomondo.

Dajemy sobie wycisk, marząc o pięknych ciałach, które wypatrzyłyśmy na Facebooku lub Instagramie. O Photoshopie w prawdziwym życiu i wyglądzie, który obiecuje spełnienie.

Traktujemy nasze ciało jak nieposłuszne dziecko, które zasługuje na karę, jeśli nie spełnia naszych wygórowanych oczekiwań. Zamiast miłości i akceptacji nieustannie dostaje komunikaty o tym, że jest do dupy.

Wybierasz miłość czy lęk?

Mówiąc jeszcze prościej, mam wrażenie, że to kwestia wyboru pomiędzy podejściem pełnym lęku, a podejściem pełnym miłości.

Jeśli wybierasz podejście pełne lęku przed tym, że nieidealne ciało sprawi, że będziesz się czuła nieakceptowana przez innych i przez samą siebie, przestajesz zwracać uwagę na to, co naprawdę mu służy. Ważniejsze staje się pytanie „co?”.

Co chcesz osiągnąć, żeby zasłużyć na akceptację? Co musisz poświęcić? Co sprawi, że jak najszybciej znajdziesz się tam, gdzie chcesz się znaleźć?

Zaczynasz wybierać „muszę” zamiast „chcę”. Muszę iść na trening. Muszę schudnąć. Muszę dotrwać do końca zajęć, mimo, że ciało daje mi wyraźny sygnał To za dużo.

Jeśli, z kolei, postawisz na podejście pełne miłości do siebie i swojego ciała, na pierwszy plan wysuwa się pytanie „jak?”.

Jak osiągnąć to, na czym mi zależy w zgodzie ze sobą? Jak mogę włączyć aktywność fizyczną do mojego dnia tak, żeby czuć się z tym dobrze? Jak wybrać to, co mi służy i jednocześnie sprawia frajdę?

Punkt ciężkości przesuwa się z „muszę” na „chcę”. Poszerza się Twoja wolność wyboru. Nie determinują Cię dwa centymetry w jedną czy w drugą stronę. Idealne ciało przestaje być najważniejsze.

Na szczycie hierarchii pojawia się coś innego: dobre samopoczucie. Zdrowie, lepsza jakość życia, większa ilość energii.

Historia z życia wzięta

Kasia Grządka opowiada o swojej historii pisząc w „Treningu w rytmie slow”:

Wiedziałam, że chcę mieć więcej energii, lepiej wyglądać i zadbać o siebie, ale nie miałam pojęcia jak to zrobić, aby pasowało to do tego, kim jestem, i do moich wartości. (…)

Bez owijania w bawełnę mówi o tym, że tak naprawdę nikt nie nauczył jej tego, że da się do sprawy podejść inaczej. To coś, co musiała odkryć na własną rękę, po dłuższym czasie zmagania się z tym, co zakorzeniły w jej głowie mass media: z przekonaniem, że nie jest wystarczająco dobra.

To stało się dla niej punktem wyjścia do uświadomienia sobie tego, co jest moją potrzebą, a co jest marzeniem mojej mamy, koleżanek czy męża. Tego, co rzeczywiście może stać się upragnionym celem, który dopełni życie zamiast sprawić, że będzie żyła w poczuciu ciągłej pogoni za ideałem.

To, w jakich kategoriach o sobie myślimy, bezpośrednio przekłada się nie tylko na nasze podejście do ćwiczeń, ale też na naszą codzienną postawę ciała. To podstawa, która często bywa pomijana.

Większość współczesnych zawodów jest związanych z tym, że spędzamy wiele godzin siedząc, wbrew naszej naturze. Wbrew temu, do czego nasze ciała zostały stworzone – do ruchu.

To prowadzi często do niewłaściwej postawy ciała, a bez niej żadne ćwiczenia nie będą wykonane w korzystny dla nas sposób.

Badania pokazują, że to, jak wygląda Twoja postawa ma bezpośredni wpływ na to, jak się czujesz. Gdy jest właściwa i wyprostowana – jesteś w stanie zapamiętać więcej pozytywnych odczuć i słów, a co za tym idzie, szklanka staje się do połowy pełna.

Dzięki przybraniu odpowiedniej postawy jesteśmy w stanie zmienić nawet biochemię naszego mózgu i obniżyć poziom kortyzolu we krwi. To hormon, który jest ściśle powiązany z odczuwaniem stresu, więc mniejsza jego ilość sprawi, że od razu poczujesz się bardziej zrelaksowana.

„Trening w rytmie slow” to tylko pozornie książka o tym, jak trenować. Dzięki holistycznemu podejściu do tematu znajdziesz w niej o wiele więcej. Dowiesz się jak nawiązać na nowo relację ze swoim ciałem, co sprawi, że będziesz czuła się lepiej i jak metodą małych kroków dojść do dużych zmian, zarówno na poziomie ciała, jak i umysłu.

Polecam Ci ją z całego serducha, jeśli szukasz drogi do tego, żeby zadbać o siebie w zgodzie ze sobą.

Podobne wpisy