Las drzewa

6 powodów, dla których slow life jest do dupy

*Uwaga: post może zawierać śladowe ilości sarkazmu, ironii i tonu prześmiewczego

 

Slow life czyli życie we własnym tempie. Wewnętrzna harmonia, która objawia się zewnętrznym spokojem. Podążanie własną ścieżką, nie oglądając się na innych. Docenianie przyjemności. Bycie tu i teraz. Brzmi zachęcająco? Nic bardziej mylnego!

Czym jest slow life?

Myślę, że dla każdego czymś innym. Dla niektórych modą, dla innych – sposobem na życie. Dla garstki – etykietą, dla drugiej garstki – nazwaniem tego, co oczywiste.

Moja historia z motywem slow life w tle zaczęła się przypadkiem. Trochę pisałam o tym we wpisie Wyznania byłej pracoholiczki – to był trudny początek, który sprawił, że ruszyłam na poszukiwanie nowej jakości w życiu. Miałam fajną pracę, która przynosiła mi ogromną satysfakcję i spełnienie zawodowe. No właśnie – zawodowe. Spełnienie w życiu prywatnym gdzieś się po drodze zagubiło, pomiędzy jednym wyjazdem służbowym a drugim. Widząc przyjaciół słyszałam od każdego Tak dawno się nie widzieliśmy, Kopę lat!, Co u Ciebie? Ostatni raz gadaliśmy kilka miesięcy temu… To, co uderzyło we mnie z podwojoną mocą były słowa mojego Połówka, brzmiące wręcz synonimicznie – Dawno Cię nie widziałem! Gdzie wtedy byłam? W pracy. Nawet będąc poza nią, myślami nadal w niej tkwiłam. To doświadczenie doprowadziło do momentu, w którym powiedziałam dość. To wtedy odkryłam filozofię slow life i zaczęłam wdrażać ją krok po kroku. I tak, wdrażanie trwa do dziś.

Dlaczego slow life jest do dupy?

1. Zmusza do zatrzymania się.

A jak się już w końcu zatrzymasz, nie chcesz przyspieszyć. Nawet, jeśli niezależnie od swojej intencji, Twoje życie wróci znów na wyższe obroty – czujesz niesmak. Wiesz, że można inaczej, lepiej, uważniej. To zmienia i jednocześnie pociąga za sobą odpowiedzialność. Za siebie i innych. Bo nie zatrzymując się w porę przegapiasz nie tylko siebie, ale też bliskich.


2. Wymaga zmiany priorytetów.Cytat Danuty Szaflarskiej

Nie ma możliwości, żebyś osiągnął nowej jakości cel, stosując stare metody. Z tego względu, jeśli chcesz żyć wolniej – nie zmniejszysz tempa budując swój harmonogram dnia tak jak do tej pory. Zazwyczaj wszystkie rozkminy z cyklu Jak ja mam to zrobić przecież mam tyle obowiązków, że się nie wyrabiam to ja jeszcze mam znaleźć czas mam, żeby ZWOLNIĆ?! kończą się tym samym wnioskiem – musisz z  czegoś zrezygnować. To brutalna, ale efektywna nauka hierarchizacji priorytetów poprzez zadawanie pytań typu: Bez czego mój dzień nie będzie udany? Bez czego może się obyć, a bez czego nie? Co muszę zrobić dziś, a co mogę odłożyć albo i nawet zlikwidować ze swojej listy zadań?

Jak mawiała arcymistrzowska Danuta Szaflarska – Dokąd ja się tak spieszę? Przecież i tak na końcu czeka na mnie to samo, co wszystkich wokół.

Trumna, niebyt, nicość. Ewentualnie – bycie wspomnieniem tych, którzy nas kochali. O ile na to odpowiednio zapracujemy i zasłużymy, oczywiście.


3. Skłania do konfrontacji z samym sobą.

W trakcie przyglądania się swojemu życiu, najprawdopodobniej odkryjesz, że nie do końca wygląda tak jak chciałeś. Że Ty jesteś nie do końca takim, jakim chciałbyś być. Że hołdujesz nieadekwatnym wartościom, że dokonujesz zgubnych wyborów. Nie jest to zbyt przyjemne doświadczenie, ale musi się pojawić i wybrzmieć. Może nawet i poboleć. Po to, żeby móc pójść dalej i wiedzieć po co się idzie dalej.


4. Zagląda we wszystkie dziedziny życia.

Nie da się zwolnić w jednej sferze życia, a pędzić w drugiej. No dobra, da się, ale to chyba nie o to chodzi, nie? Nie poczujesz różnicy, istotnej zmiany, jeśli w pracy będziesz nadal żyć tak, jak do tej pory, a w domu chilloutować. To zmiana całościowego podejścia do życia: pracy, relacji, zakupów, posiadanych przedmiotów, samego siebie. Zmiana o 180 stopni.


5. Zachęca do pójścia pod prąd.

Slow life to tak jakbyś jechał autostradą 50 km/h. Można, ale kto tak robi?

Skoro można szybciej dotrzeć z punktu A do punktu B? Po co iść, skoro można biec, szybciej przeżyć życie, więcej osiągnąć, kupić, zdobyć, zobaczyć?

Nie zdziw się, że będą na Ciebie trąbić. Że pasażerowie w Twoim aucie będą marudzić. Wszyscy robią inaczej niż Ty, więc nie wpisujesz się w tzw. społeczny dowód słuszności , hołdujący założeniu, że skoro wszyscy tak robią, to musi to być najwłaściwsza ze ścieżek. Podważasz ich słuszność, robiąc inaczej, więc możesz spotkać się ze skrajnymi reakcjami.

6. Slow life jest ciągłym procesem.

I cholernie ciężkim. Nawiązując do metafory jechania autostradą – nieraz może zdarzyć się, że wciśniesz pedał gazu, mimo że nie jest to Twoją świadomą intencją. Tylko po to, żeby nie odstawać, promieniować odmiennością. Nawyki lubią wracać, są pokarmem dla naszego umysłu. Wręcz smakołykiem! Samobiczowanie nie pomoże – warto tę energię przekierować na działanie, które będzie wspierało to, do czego chcesz dążyć, a nie to, czego w sobie nie lubisz.


A Ty jakie masz zdanie na temat slow life? Czy masz jakieś doświadczenia w tym temacie? Daj znać!