Przypadek? Nie sądzę!

Odpowiedni człowiek, w odpowiednim czasie. Pojawia się nagle, z zaskoczenia, a jednocześnie tak wyczekiwanie.

Konkretne słowa, które odnajdują Cię właśnie wtedy, gdy tego potrzebujesz. Przychodzą z piosenek w radio, cytatów krążących po mediach społecznościowych, książek, które właśnie masz pod ręką.

Skręcenie w lewo zamiast w prawo. Spóźnienie się o te dziesięć minut, które zmieniają całą postać rzeczy.

Znasz to? Mocno wierzę w to, że tak naprawdę nie ma przypadków.

Czy to już?

Każda rzecz, która się wydarza, wydarza się właśnie w tym momencie, w którym powinna.

Gdy jesteś na to gotowa. Gdy tego potrzebujesz. Gdy przychodzi czas na zmianę.

Są takie wydarzenia, które ciężko wytłumaczyć i tym ciężej zrozumieć. Odejście, koniec relacji, poczucie pustki, bo zabrakło nawet pośpiesznego żegnaj.

Bywa, że zrozumienie przychodzi z czasem. Okazuje się nagle, że gdyby ta rzecz nie wydarzyła się w naszym życiu, byłabyś zupełnie w innym miejscu. Jako zupełnie inny człowiek.

Ale bywa też tak, że nigdy nie da się tego zrozumieć. Że boli, a praca nad zaakceptowaniem tego jest jedną z upierdliwszych. I tak też jest w porządku, wiesz?

Kto dał nam prawo do żądania, żeby zrozumieć wszystko, co dzieje się na tym świecie? 😉 Możemy się starać, ale efekt tych starań nigdy nie zależy od nas.

Zamiana Dlaczego? na Po co?

Gdy zmieniasz perspektywę i zamiast Dlaczego? zaczynasz pytać Po co? otwiera się nowa droga.

Droga pełna otwartości i poszukiwań zamiast tkwienia w roszczeniowej postawie pełnej złości, która nie wnosi nic dobrego i jedynie pogłębia frustrację i brak akceptacji tego, co jest.

Ostatnio dużo myślę o tym Po co.

Po co pojawiło się w moim życiu tyle wydarzeń, które nadszarpnęły moje poczucie bezpieczeństwa.

Po co byli w nim ludzie, którzy sprawili, że moje poczucie własnej wartości siedziało skulone w kącie i wmawiało mi, że jestem nic nie warta zanosząc się łzami.

Po co tyle razy kopałam samą siebie w dupę, zamiast poklepać się po ramieniu.

Po co Ci, którzy powinni być moim oparciem, doprowadzali do tego, że najgorzej czułam się w towarzystwie jednej osoby – samej siebie.

Każde doświadczenie i każda osoba, która pojawiła się w moim życiu, zostawiając w nim trwały ślad, doprowadziła mnie do tego, kim jestem dzisiaj.

To dzięki temu, że przeżyłam tyle chwil strachu i smutku, zdecydowałam się na pracę nad sobą.

Ci, którzy podkopali fundamenty mojej samooceny, sprawili, że zamiast ciągle obwiniać świat, wzięłam życie swoje ręce. Swoje życie, swój umysł i swoje ciało.

Wielokrotne kopanie siebie w dupę zmotywowało mnie do pracy z własnymi przekonaniami. Do przyjrzenia się temu, czym karmię na co dzień swój umysł i jak wiele złych rzeczy potrafię powiedzieć samej sobie, choć w życiu nie byłabym w stanie powiedzieć ich komukolwiek innemu.

Złudne oparcie i brak poczucia bezpieczeństwa był jednym z najpiękniejszych podarunków. To dzięki nim zaczęłam szukać ich w sobie, zamiast ciągle wypatrywać ich na zewnątrz.

Dlatego tak mocno wierzę, że nie ma przypadków. Nie ma losowych wydarzeń i niezaplanowanych spotkań. To wszystko ma głębszy sens. Być może czasem nie ma we mnie jeszcze tak głębokiej mądrości, by go odnaleźć.


Dziękuję, że jesteś. Cieszę się, że mnie czytasz. Chętnie dowiem się jak to wygląda u Ciebie. Pamiętaj, że Twój komentarz może zainspirować innych!

Daj znać w komentarzu:

Czy też czujesz, że nie ma przypadków? Czy może jesteś przekonana, że nie ma czegoś takiego jak głębszy sens i tak naprawdę próbujemy nadawać interpretację chaosowi? 🙂

Uściski,