Przemoc w szkole

Przemoc w szkole czyli gimnazjalistki w natarciu

Media społecznościowe stały się barometrem naszego społeczeństwa – dzięki temu, że wkradły się w nasze życia przepływ informacji nigdy nie był aż tak szybki. Czasem wystarczy włączyć Facebooka, żeby dowiedzieć się co wydarzyło się na świecie, co kształtuje opinię publiczną i wywołuje kontrowersje.

Dzisiaj powitał mnie film, który pewnie część z Was już widziała:

 

Grupa gimnazjalistek pobiła koleżankę ze szkoły. Choć „pobicie” to dość lekkie słowo – w trakcie jednej minuty możemy zaobserwować całą feerię zjawisk związanych z przemocą w szkole czyli zarówno poniżanie, wyzwiska, kopanie leżącej i niebroniącej się ofiary, jak i milczącą obecność tych, którzy przechodzą obok.

Przemoc w szkole czyli…

Bullying czyli zjawisko znęcania się i przemocy w szkole nie jest niczym nowym. Rozróżnia się je od zwykłych przejawów agresji, podkreślając jego długodystansowy, trwający w czasie charakter – pod tym względem przypomina nieco zjawisko mobbingu.

Często dotyka osoby słabsze, osamotnione, nie znajdujące wsparcia w rówieśnikach. Może przybierać formę bezpośredniej przemocy fizycznej, ale również przemocy werbalnej lub relacyjnej (polegającej na przykład na separowaniu się od danej osoby). Niechlubnym nabytkiem naszych czasów jest również coraz powszechniejsze zjawisko cyberbullyingu.

A teraz spójrz na poniższą listę i powiedz, czy w trakcie swojej edukacji nie zdarzyło Ci się doświadczyć jednego z aspektów przemocy w szkole ze strony Twoich rówieśników:

  • nadużycia fizyczne (popychanie, kopanie, uderzanie),
  • naruszenie własności (zabieranie cudzych rzeczy bez ich zgody),
  • wyzywanie,
  • wyśmiewanie się,
  • krytykowanie i bycie obiektem plotek,
  • bycie izolowanym i wykluczonym przez grupę,
  • zastraszanie.

Jestem pewna, że 90% z nas doświadczyło minimum jednego z tych zjawisk. Jeśli nie, należysz do niszowej grupy szczęściarzy.

Przerażające, prawda?

Profil sprawcy przemocy

Okres dorastania to czas tworzenia się naszej tożsamości. To również czas szukania swojej roli i pozycji w grupie. Te tendencje sprzyjają wyłanianiu się jednostek dominujących, które dzięki charyzmatycznemu podejściu, zdobywają rzesze zwolenników. Jednak samymi sprawcami są często osoby o niskim poczuciu własnej wartości, które sięgają po przemoc wobec słabszych, żeby wyrównać jej poziom. Płeć nie ma większego znaczenia, jak pokazuje też wcześniej wspomniany film, który wywołał burzę w sieci. Co ciekawe, jak pokazują badania, problem przemocy w szkole dotyczy częściej uczniów szkół podstawowych, a nie gimnazjów.

Wszyscy jesteśmy sprawcami

Wiesz ile osób przechodzi obok całej akcji przemocowej na filmie? Sporo. Ja doliczyłam się czternastu. W ostatnim ujęciu widzimy kolejne kilkanaście osób, które idą chodnikiem, prawdopodobnie wracając z zajęć w szkole. Ilu z nich zareagowało? Nikt. Sorry, poza kolesiem, który trzymał kamerę i krzyknął pod koniec „Ej, dobra, już starczy!”, widząc, że dziewczyna dostała kilka uderzeń w twarz. Takie uderzenia zostawiają ślady, więc lepiej nie ryzykować.

W mojej szkole też bywały takie akcje. Publiczne gnojenie tych, którzy nie mieli silniejszych kolegów. Tworzenie elitarnych grup, które dyktowały z kim warto się zadawać, a kto nie zasługuje nawet na spojrzenie. Zasady, którymi się rządziły były proste – jeden lub dwóch dominantów mówiło reszcie co mają robić. I z kim. A cała reszta wykonywała ich rozkazy bez żadnego kwestionowania jak posłuszne stado. Do dziś pamiętam sytuację, w której jeden z tych „gorszych”, mało lubianych kujonów, na jednej przerwie był ich najlepszym kumplem, od którego przepisywali zadania domowe. Na kolejnej – jego głowa wylądowała w toalecie w asyście spłukującej się wody.

Dlaczego nikt nie reaguje? Psycholodzy od lat trąbią o groźnych konsekwencjach zjawiska rozproszonej odpowiedzialności. Wydawałoby się, że im więcej ludzi zobaczy sytuację, w której ofiara potrzebuje pomocy, tym większe prawdopodobieństwo, że ktoś zareaguje. Niestety, jest na odwrót. Doradza się nawet, by w tego typu sytuacjach adresować prośbę pomocy do konkretnej osoby (np. „Ty, w czerwonej bluzie, czy możesz mi pomóc?”), bo tłum gapiów pozostaje zazwyczaj niewzruszony.

Jesteśmy obok siebie, a jednak tak daleko. Jeśli widzisz i nie reagujesz – dajesz przyzwolenie. To tak jakbyś wysyłał sprawcy wirtualne „lubię to”.

Nie bądźmy sprawcami.


A Ty spotkałeś się kiedyś ze zjawiskiem przemocy w szkole?