Pozwalam sobie na Bycie

Pozwalam sobie na Bycie

Lubię czasem pozwolić sobie na wewnętrzne rozmemłanie. To taki stan, który dopada mnie zazwyczaj w okresie zimowym. Polega przede wszystkim na Byciu. Leżeniu pod kocem, przytulaniu się do psa i powolnym piciem herbaty z miodem.

Nic nie muszę, od niczego nie zależę, do niczego nie dążę. Regeneruję siły.

Nie da się tego przeciągać w nieskończoność, w końcu ktoś wymyślił, że nie na tym polega życie.

Czasu jest za mało, żeby pozwolić sobie na tracenie go. Robienie głupstw takich jak leżenie i patrzenie się w sufit. Siedzenie na ławce i bawienie się kosmykiem włosów. Mazanie po kartce pędzlem umoczonym w akwareli bez większego planu.

W końcu, jeśli już się zabrałaś za leżenie, to mogłabyś chociaż obmyślić wtedy plan na kolejne 5 lat życia. Albo chociaż na jutrzejszy obiad.

A siedzenie na ławce to świetny pretekst do tego, żeby w końcu uporządkować w telefonie zalegające w skrzynce mailowej wiadomości. Skasowałabyś te, których nigdy nie przeczytasz i zostawiłabyś na wieczne przeczytanie te, które zapowiadają coś ciekawego.

A skoro już wyjęłaś te zakurzone pędzle z szafy i zabrałaś się za malowanie to stwórz chociaż coś, co można będzie pokazać. Mężowi, znajomym. Powiesić na ścianie albo chociaż schować do pudełka z pamiątkami.

No co Ty nie powiesz?

Właśnie tak. Tak sobie słucham tego głosu w głowie, który ciągle podpowiada mi efektywne rozwiązania.

Wiem, że robi to, bo się o mnie troszczy. Mój wewnętrzny Dorosły nie przepada za pomysłami mojego wewnętrznego Dziecka, a jednocześnie tak bardzo mu zazdrości kreatywności. Spontanicznej radości i cieszenia się z każdego dnia.

Gdy długo go ignoruję – wyciąga największą swoją broń: wstyd i wyrzuty sumienia. Na szczęście, znamy się tak długo, że znalazłam na to sposób.

Nic nie wygra z empatią wobec samego siebie. Nawet jego nie pozwolenie sobie na Bycie. Czuję jak mój umysł dostaje dreszczy – nie lubi nie robić nic.

A potem, myślę sobie: Jak to by było być ciągle na nogach? Od świtu do nocy planować, analizować i kategoryzować? Porównywać, przybliżać i oddalać?

On wie jak to by było, zwłaszcza w dniach, w których odpoczywa tylko, gdy moje ciało śpi. Chociaż czy tak naprawdę odpoczywa? Nagrywa przecież te swoje pstrokate senne monologi, które czasem budzą mnie w środku nocy i sprawiają, że pytam samej siebie czy to prawda.

Oswajam go ze stanem bezczynności. Podobno lubi powtórzenia. Każde powstrzymanie się od działania będzie wzmacniało jego umiejętność odpoczywania. Budowało nawyk. 

Czasem dokarmiam go medytacją. Do niedawna najbardziej podobała mu się ta prowadzona, gdy spokojny głos z nagrania powoli mówił mu na czym kolejno ma się koncentrować. Bez tego głosu gubił się, a myśli znowu wchodzą mu pod nogi. Dzisiaj już wie jak się poruszać po wewnętrznym świecie i dobrze mu robi słuchanie spokojnego oddechu.

Gdy jest bardzo źle, wyprowadzam go na spacer. Rozluźniam smycz tak, że czuje się jakby był bez niej. Wędrujemy po pobliskim parku, a on na widok zieleni zaczyna cichnąć.

Po kilkunastu minutach wygląda jak ktoś, kto po długiej wędrówce w końcu odnalazł drogę do domu.

Podobne wpisy