uważność

Pierwsze potyczki z uważnością i medytacją

Moje pierwsze spotkanie z medytacją nie należało do zbyt udanych. Uzbrojona w teorię, po lekturze trzech mądrych książek, zaopatrzyłam się w aplikację, odmierzającą czas medytacji i usiadłam uroczyście na poduszce.

 

Tak, to TEN moment. Moja pierwsza medytacja. Taka dostojna chwila.

Przygotowałam się na niecodzienne doznania i cały potok nowych doświadczeń.

 

Zamknęłam oczy i oddałam się w ręce Spokoju. Naprawdę go poczułam. Przez dziesięć sekund.

 

W jedenastej sekundzie mój umysł zaczął żyć własnym życiem. Wcale nie chciał się słuchać. Skakał z tematu na temat, od dygresji do dygresji. Chwilę mu się pomyślało o tym jak nudno jest tak siedzieć w bezruchu, po czym przypomniał sobie smak obiadu z wczoraj i zaczął się zastanawiać nad tym co zje dzisiaj. Zaraz potem przyłapałam się na analizie problemu z koleżanką ze studiów sprzed tygodnia, który tak bardzo pragnął być nagle rozwiązany.

 

Po pięciu minutach, gdy mój timer obwieścił koniec zbliżania się do Nirwany, wcale nie czułam się, że jestem bliżej niej. Byłam zmęczona, sfrustrowana i zawiedziona.

 

Potem podejmowałam jeszcze kilka prób. Nieregularnych i z doskoku. Wszystkie kończyły się bardzo podobnie.

 

Próbowałam eksperymentować – medytowałam przy dźwiękach deszczu, próbowałam medytacji prowadzonej, a nawet medytacji w ruchu.

 

Za każdym razem czułam jak boleśnie przegrywam walkę z własnym Umysłem. To on miał kontrolę, nie ja.

 

Jednocześnie, podskórnie wiedziałam, że to coś, czego mi brakuje. Chwil, w których mogę dać odpocząć moim myślom i ciału, które musi ich ciągle wysłuchiwać. W biegu życia, coraz częściej zdarzało się, że moje wewnętrzne baterie były na wyczerpaniu. Medytacja wydawała się doskonałym pomysłem na bycie podręczną i łatwo dostępną ładowarką.

 

Kurs Uważności 

Zapisałam się na kurs. Trwał dwa miesiące i składał się z cotygodniowych spotkań, poświęconych medytacji. 8-tygodniowy kurs MBSR (Mindfulness-Based Stress Reduction). Uważność jako oręż w walce ze stresem.

 Co tydzień dokonywałam nowych odkryć. Pierwszym z nich było to, że nie panuję nad Umysłem. Myśli zawładnęły moim życiem, a biorąc pod uwagę to, że większość z nich jest mało wspierająca, ta sytuacja ściąga mnie w dół.

 

Gdy doświadczam stresu słyszałam w głowie: No tak, znowu nie dałaś sobie z tym rady. Jesteś taka beznadziejna.

 

Gdy czułam smutek, towarzyszyła mi myśl: Dlaczego takie rzeczy zawsze spotykają akurat mnie? Za co?

 

Gdy pojawiała się złość, z którą nie umiałam sobie poradzić, myślałam: I na co Ci te wszystkie książki, studia psychologiczne i kursy? Mając taką wiedzę, nie masz prawa się złościć. Powinnaś być Oazą Spokoju. 

 

Mój Umysł dryfował po automatyzmach i skakał po skojarzeniach. Monkey brain. Nieustannie nadawał, nie pozwalał myśleć jasno, podejmować decyzji w zgodzie z Sercem, spokojnie spać.

 

Korespondencja (bardzo) wewnętrzna

Po zakończeniu zajęć napisałam do samej siebie list, w którym w naprędce chciałam zawrzeć wszystkie małe olśnienia, które przyszły do mnie w trakcie kursu.

 

Poniżej, kilka ważniejszych fragmentów:


Pamiętaj o tym, że Niecierpliwiec jest do poskromienia – nie pozwól mu rujnować ani jednej chwili, skoro możesz się nią cieszyć zamiast niecierpliwie czekać na kolejną.


Jesteś swoim wsparciem – samobiczowanie się jest po prostu głupie. I niczemu nie pomaga. Jak długo zamierzasz się karać?


Tryb działania i ciągłe dążenie do celu jest zgubne i zmniejsza efektywność. Z resztą, POŻYJ TROCHĘ! Życie nie jest przecież od tego, żeby być wiecznie efektywnym, ale od tego, żeby się nim po prostu cieszyć.


Nie oczekuj. Pozwól być temu, co jest. Tak, jak jest, też jest w porządku.


Nie zmieniaj innych na siłę. Akceptuj. 


 

Pojawił się w mojej skrzynce pocztowej kilka miesięcy później. W idealnym momencie, gdy znów zanurkowałam w dotychczasowych przyzwyczajeniach.

 

Ten zbiór luźnych wniosków nie oddaje w pełni wszystkiego, czego udało mi się nauczyć. Nauka i proces trwa nadal.

 

Uczę się prawidłowo oddychać. Słuchać oddechu. Podążać za nim.

 

Uczę się być tu i teraz. Bez oczekiwań i chęci poprawy tego, jak jest. Akceptując.

 

Uczę się odpoczywać. Prawdziwie relaksować, a nie zajmować Umysł oglądaniem telewizji, czytaniem książki czy innymi czynnościami. Kolekcjonuję chwile, w których mój Umysł milnie.

 

Uczę się swojego ciała. Jego ograniczeń. Dbania o niego. Jogą, jedzeniem pokarmów, które mu służą.

 

Uczę się tego, że nawet 10 minut dziennie może zmienić moje życie. Doceniam drobne nawyki, zamiast nieustannie torturować się, że nie robię jeszcze więcej i więcej.

 

Uczę się po prostu żyć i cieszyć się z tego. Zamiast wypełniać oczekiwania swoje lub innych. Nawet, jeśli potem na pytanie Co słychać? mogę odpowiedzieć jedynie Jest dobrze. Spokojnie. Zamiast pochwalić się szeregiem osiągnięć.

 


Dziękuję, że jesteś. Cieszę się, że mnie czytasz. Chętnie dowiem się jak to wygląda u Ciebie. Pamiętaj, że Twój komentarz może zainspirować innych!

Daj znać w komentarzu:

 

Czy w Twoim życiu jest miejsce na Uważność? 

 

Czy czujesz, że Twój Umysł Cię wspiera w trudnych chwilach? 

 

Uściski,

 

  • Uczyłam się medytacji w centrum buddyjskim, były częścią kończącą wykłady na temat tej filozofii. Potem zaczęłam praktykować sama. Teraz mam za sobą długą przerwę, ale ponownie potrzebę i myślę, że już nie porzucą.
    Poranne medytowanie dobrze wprowadza mnie w dzień i uspokaja. To piękna praktyka.