minimalizm wpis gościnny

Wpis gościnny: Minimalizm oczami Marheri Crafts

Autorem wpisu gościnnego jest Marta z bloga pełnego prostych inspiracji Marheri Crafts

 

Czy nie odnosicie czasem wrażenia, że wszystkiego wokół nas jest za dużo? Żyjemy w biegu, z grafikiem wypełnionym po brzegi. Mamy na głowie tysiąc obowiązków i spraw do załatwienia. Jak to zrobić, aby żyło nam się łatwiej, w panującym wokół nas chaosie?

Minimalizm jako narzędzie

Minimalizm jest fajnym narzędziem, który pomaga uprościć swoje życie oraz uporządkować pewne kwestie. Pozwala żyć na własnych warunkach. Natomiast bardzo często ten styl życia jest przedstawiany jako prowadzący do nadmiernych ograniczeń i zakazów czy też jako życiowa asceza, a utożsamia się go raczej z licznymi wyrzeczeniami, które musimy wprowadzić w swoje życie. Dla mnie minimalista to człowiek, który ma zdrowy stosunek do rzeczy i widzi w nich tylko użyteczne narzędzia, a nie cel sam w sobie. Moim zdaniem warto nauczyć się dystansu do rzeczy, cieszyć się z nich, kiedy ich potrzebujemy, ale też bez żalu się z nimi żegnać kiedy przestają być dla nas użyteczne.

Nadmiar w naszym życiu nie musi dotyczyć jedynie rzeczy, a również spraw czy ludzi wokół siebie. Porządkowanie w głowie, w myślach czy w emocjach może nam pomóc poradzić sobie z pesymistycznym czy wręcz depresyjnym nastawieniem do świata. Uważajmy abyśmy nie stali się własnością rzeczy, które kiedyś były naszą własnością. Od przedmiotów również możemy się uzależnić, tym samym nabywać te przedmioty nieświadomie czy wręcz nawykowo.

Umiar czy ascetyzm?

Minimalizm nie jest jednoznaczny z ascetyzmem czy też pozbywaniem się wszystkiego, warto zachować zdrowy rozsądek i umiar. To przede wszystkim zrozumienie tego, że jesteśmy tym co zjemy, zobaczymy, poczujemy, doświadczymy. Posiadanie doświadczeń jest o wiele bogatsze niż posiadanie rzeczy. Mniej znaczy więcej, bo bez przymusu posiadania zyskujemy wolność i czas. Należy sobie zdać sprawę, że minimalizm nie jest uniwersalnym przepisem na szczęście. Ten styl życia jest kwestią indywidualną i u każdego może przyjąć zupełnie inna formę. Można przecież posiadać dużo rzeczy i nadal być minimalistą, pod warunkiem, że ich posiadanie będzie po prostu potrzebne.

minimalizm - ważniejsze niż rzeczy są doświadczenia

Magia reklamy

Kilka dni temu jadąc przez miasto zwróciłam uwagę na wielkie billboardy, na których była przepiękna sukienka. Jak się domyślacie, reklama dotyczyła znanej, sieciowej firmy odzieżowej. I cóż mnie tak zaintrygowało? Otóż napis: kup mnie. Zapytacie, co takiego powaliło mnie na kolana? Bezczelność, prostota i przekaz tego hasła zbiły mnie z pantałyku. Cóż, sukienka muszę przyznać była śliczna. A sztab marketingowców, który wymyślił hasło po wielu tygodniach ciężkiej pracy na pewno otrzymał godne wynagrodzenie finansowe, bo hasło jest bardzo sprytne i chwytliwe, trzeba im to przyznać. Ale w mojej głowie bardzo szybko przyszła refleksja: Czy naprawdę muszę kupić tą sukienkę?. To nie był jedyny raz. Bo przecież każdego dnia jesteśmy atakowani ze wszystkich stron podobnymi hasłami, promocjami, reklamami. I człowiek początkowo nie ulega, walczy, ale w końcu dochodzi do wniosku, że olej marula, który jest nowym odkryciem w dziedzinie pielęgnacji włosów (tak moi drodzy, olejek arganowy odszedł do lamusa) odmieni moje życie! Wszędzie słyszysz, że coś jest hitem sezonu, a ta nowa kamizelka to już konieczne must have w Twojej szafie…

Jaka tu puenta? Nie mam zamiaru nawoływać do całkowitej rezygnacji z zakupów. Nie chcę też szerzyć propagandy, że galerie handlowe są złem w czystej postaci. Po prostu nie dajmy się zwariować tym wszechobecnym reklamom. Czy naprawdę ten nowy balsam sprawi, że będę już zawsze piękna? A czy te piękne kolczyki, jeśli będą już moje, sprawią, że będę już zawsze szczęśliwa?

Mieć czy być – odpowiedź nauki

Wiecie, że to nawet zostało wyjaśnione naukowo? Na początku, kiedy kupujemy nową rzecz np. sukienkę z billboardu, to budzi to w nas ogromne emocje. Czujemy się podekscytowani i zadowoleni. Kiedy sukienka staje się elementem naszej codzienności, przyzwyczajamy się do jej posiadania i uznajemy to za normę. Im dłużej mamy tą sukienkę, tym słabsze jest odczucie szczęścia. A zupełnie inaczej wygląda sytuacja, jeśli mówimy o przeżyciach (np. wyjście do kina czy weekendowy wypad za miasto), które zdarzają się raz i budzą silne emocje. I z czasem zapominamy różne szczegóły tych przeżyć, ale pozostają wrażenia, które wówczas odebraliśmy. Przeżycia, w przeciwieństwie do przedmiotów, stają się częścią nas, stają się naszymi doświadczeniami.

Żyjemy w czasach wszechogarniającego konsumpcjonizmu, i wszystko wokół nas wciąż nam o tym przypomina, ale czy naprawdę musimy mieć wszystko?


A Ty jakie masz refleksje o życiu w biegu? Jak sobie radzisz z agresywnym marketingiem, który każe nam mieć wszystko? Daj znać!

  • „Jak sobie radzisz z agresywnym marketingiem, który każe nam mieć wszystko?”
    Obawiam się, że go produkuję…

    • Wiesz, Maćku, jestem daleka od obwiniania tych, którzy produkują agresywny marketing za to, że mu ulegamy 😉 Każdy z nas ma wolną wolę i określoną hierarchię wartości, więc obarczanie odpowiedzialnością innych za nasze decyzje jest mało trafnym podejściem do tej kwestii 😉

  • Elwira Zbadyńska

    Staram się trzymać zasad minimalistycznej szafy i kupować tylko rzeczy praktyczne, piękne i faktycznie potrzebne. O ile u mnie to działa to w kwestii dzieci tracę głowę 😉

    • To często się zdarza – w dziedzinie dzieci, innych osób najbliższych, książek, hobby.. wiesz, tak sobie myślę, że jeśli widzisz w tym wartość to to jest w porządku 🙂 Gorzej, jeśli wiesz, że to szkodzi i Tobie (lub Twojemu portfelowi) i przekazuje mało konstruktywne nawyki Twoim pociechom. Jestem zwolenniczką wolnego wyboru i dopasowywaniu życia do swoich potrzeb, a tym bardziej takich narzędzi jak minimalizm 🙂

  • Sądzę, że w gruncie rzeczy wiemy, że nie musimy mieć wszystkiego. Kupowanie często wynika z chęci zrekompensowania sobie smutku, porażki. Mamy tak mało czasu dla siebie, że nawet zachłystywanie się życiem i adrenaliną jest w rozmiarze XS: zamiast skoku ze spadochronem – zakup sukienki. Wpadamy w rutynę, w której na więcej nie ma czasu i odwagi…
    Dzięki za ten tekst – zmusza do zastanowienia się nad priorytetami.

    • Justyno, dziękuję za komentarz 🙂 Rzeczywiście, to zachłystywanie się życiem jest charakterystyczne dla naszego pokolenia niedoczasu. Pozdrawiam!