wdzięczność za to, co złe

Dziękuję za wszystko, co złe #3

Już dziękowałam nie raz.

Właściwie to dwa razy (Dziękuję za wszystko, co złe #1, Dziękuję za wszystko co złe #2).

Dziękowanie za wszystkie negatywne rzeczy, które mnie spotykają to moja alternatywna wersja wdzięczności. Wybieram ją, bo jest trudniejsza i wymaga większej kreatywności. Bo pokazuje prawdziwe potrzeby i pragnienia, które stoją za każdym dziękuję za złe.

Dlatego dziękuję…

… za to, że stawiam sobie wysokie wymagania. Dzięki temu wiem, że się rozwijam i dbam o to, żeby dawać z siebie wszystko, przy jednoczesnym akceptowaniu i empatii wobec samej siebie: wszystkich podknięć i zadrapań, które zbieram po  drodze.

… za to, że mam zastój w pisaniu i brak weny. Od godziny siedzę przed pustym polem w wordpressowym edytorze i kasuję wszystko, co napiszę. Czuję takie wewnętrzne „meh”, ale walczę. Piszę dalej, zmieniam tematy. Dzięki temu, wiem, że to dla mnie ważne.

… za to, że moje ostatnie tygodnie wypełniają zwykłe dni. Wracam do domu, oglądam filmy, gotuję, sprzątam, czytam. To sprawia, że gdy przydarzy się coś niecodziennego, mój poziom endorfin jest tak ogromny, że starczyłby na obdarowanie całej grupy radosnych przedszkolaków. Nie wiem czemu akurat przedszkolaków. Chyba dlatego, że zazwyczaj emanują taką radością, że aż człowiek sobie myśli Ech, za łebka to było fajnie…

… za to, że szukam. I za to, że wkurzam się, że ciągle szukam zamiast być w pełni w chwili obecnej też, bo to pokazuje, że tak naprawdę potrzebuję jedynie równowagi i harmonii.

… ze to, że mam poczucie, że nie jestem w stanie dać najbliższym tego, na co zasługują. Bo zasługują na wszystko, co najlepsze, a życie bez żadnych odcieni szarości i czerni leży poza ludzką kontrolą. To sprawia, że wiem, że są dla mnie najważniejsi na całym świecie.

… za to, że przekreślam niektóre marzenia. Bo nawet, jeśli przekreślę marzenia to do mnie wracają. W piosenkach, filmach, książkach. Raz zdarzyło się nawet, że idąc ulicą, jakiś facet krzyknął do mnie Otwórz oczy! Nie wiem w sumie czy to było do mnie czy do jego wyimaginowanego przyjaciela. Niemniej jednak, otworzyłam i to, co zobaczyłam było warte posłuchania go.

… za to, że czasem pracuję za dużo. Gdyby nie to, mogłabym zapomnieć jak ważny jest odpoczynek i work-life balance. I jak cudownie wyzwalające jest móc spać do dziesiątej, a potem nie robić nic na co się nie ma ochoty!

… za to, że zdarza mi się czuć za mało elokwentną, oczytaną, kreatywną, szczupłą. Dzięki temu przyglądam się z bliska zawartości moich myśli. Sprawdzam czy oczekiwania, które pojawiają mi się w głowie są rzeczywiście moje czy też mimowolnie i nieświadomie przejęłam je od innych osób. Oczyszczam umysł.


A Ty za co złego dziś podziękujesz?

  • MatkaPatka

    Ciekawy post 🙂

  • Do trzech razy sztuka 🙂 Ja podziękuje za to, że to już druga angina w ciągu miesiąca.

  • Podobnie jak u Ciebie – dziękuję, że za dużo pracuję. Ostatnie cztery miesiące spędziłam sama na zagranicznej wymianie. Przyzwyczaiłam się do pracy przez kilka godzin dziennie. Udało mi się wpaść w rytm, który uwielbiam. Niby czasem narzekam, że dużo, że już nie chcę, ale widzę, że jestem bardzo szczęśliwa <3

    • Cieszę się! Grunt to kolekcjonować najwięcej chwil, które wpływają na bycie szczęśliwym! 🙂

  • Katarzyna Moskal

    Też parę takich podziękowań mogłabym sobie zaserwować. Za szukanie, nadmiar pracy, brak weny… i pewnie jeszcze sporo innych.

  • Warto spojrzeć na takie cechy z drugiej strony, pozytywnym okiem. To dużo lepsze niż użalanie się nad sobą. Ja dziękuję za nieprzespany miesiąc. Od kiedy otworzylam swoją stronę internetową sypiam po 3 godziny dziennie. Dzisiaj po powrocie z pracy etatowej po prostu padłam na twarz i dopiero teraz się obudziłam, żeby znów popracować w nocy 🙂

  • My też dołączamy dzisiaj do grona dziękujących 😉

    Pozdrawiam – Patrycja

  • Mam wrażenie, że pisałam to już przy okazji pierwszej edycji, ale kurczę – jakie to jest fantastyczne ćwiczenie. Naprawdę uczy wdzięczności i otwiera oczy.

  • Chyba muszę stworzyć sobie taką listę, tak dla siebie. Fakt, często w ten sposób mówię do innych, by ujrzeli dobrą stronę danej sytuacji/problemy, ale jednak w życiu codziennych często sama zapominam, że to nic, że czegoś mi się nie chce, albo coś mi długo zajmuje 🙂

  • Pięknie ujęte 🙂 Masz rację, czasem odrobina tego „złego” jest nam bardzo potrzebna 🙂

  • Pingback: Co przyniósł mi lipiec? Podsumowanie miesiąca - SAMOROZWIJALNIA()