Drogi świecie, bądź taki jak chcę

Siadam zmęczona na kanapie i zaglądam do tego, co mam w środku.

Oczekiwania? Nie, nie mam wygórowanych.

Chcę tylko pracować dając z siebie 120%, odpoczywać w pełni, zdrowo gotować i jeść to, co odżywia moje ciało i umysł.

Regularnie praktykować jogę i wpadać kilka razy w tygodniu na siłownię.

Dbać o przyjaciół i regularnie wychodzić na randki z mężem.

Uczyć się nowych języków, rozwijać się duchowo, czytać książki, podróżować.

Do tego chciałabym czasem móc zwyczajnie usiąść na dupie i zastanowić się nad tym, czy moje życie idzie we właściwym kierunku.

A tu czas zapieprza i ani myśli zaczekać na to, aż się ogarnę z tą moją długą listą.

Partner? Nie narzekam, jest dobrze.

Chociaż wiesz, trochę by mógł być uważniejszy, bardziej rozmowny, podzielać moje pasje i z radością krzyknąć „Tak, chodźmy!”, gdy zaproponuję wspólną wycieczkę w góry.

Nie obraziłabym się gdyby częściej gotował, i zdrowiej, a i przemyślenia życiowe mógłby mieć bardziej podobne do moich.

Nie narzekam, ale wiesz, czasem by się chciało inaczej.

Moi przyjaciele? Są, nieprzerwanie, od kilkunastu lat. Kocham ich jak rodzinę.

Ale to życie dorosłe takie rozbiegane i poważne, każdy ma coś, co mu zaprząta dzień i nie zostaje zbyt wiele czasu na to, żeby zadbać o relację.

A to dziecko, które stało się całym światem, a to brak pieniędzy i zmartwienia, bo stabilizacja zachwiana.

Chciałoby się tak czasem po prostu zamknąć drzwi za sobą i wyjść na piwo, jak za starych dobrych lat.

I nie czekać na to, aż Ci odpisze przez dwa dni, zastanawiając się czy to już oznaka tego, że nie ma dla Ciebie miejsca w ich codzienności.

Mogłoby być łatwiej i spokojniej.

Czy jestem zadowolona z tego, co było? Jestem, w końcu to sprawiło, że jestem taka, jak teraz.

Choć wiesz, sporo tego było. Kilka lat to czarna dziura, która mnie wessała i myślałam, że nie znajdę drogi powrotu.

To wraca i czasem, niepostrzeżenie kładzie mi rękę na ramieniu, a ja zanoszę się płaczę. Pytasz Co się stało? a ja nie umiem Ci powiedzieć, bo jedyne co wiem to to, że czuję się tak, jak kiedyś.

Byłoby łatwiej bez tej powracającej czarnej dziury.

No, mogłoby być lepiej

Ten dialog pasuje do każdego ułamka życia.

Zawsze jest coś do poprawy. Coś, gdzie można podnieść poprzeczkę i powiedzieć: 

No, mogłoby być lepiej, tak niewiele brakuje, a jednak… 

To jak niekończąca się licytacja z tym, co jest Ci dane. A nuż pojawi się coś jeszcze.

Tak jakby ciągłe utyskiwanie mogłoby spowodować, że przyciągniemy do siebie Szczęście i Radość, które czyhają za rogiem.

Pięknie napisała o tym w Pełni życia Agnieszka Maciąg:

Wyobraź sobie, że dostajesz prezent. A potem kolejny. I kolejny. 

Po jakimś czasie siedzisz przed całą górą podarunków. Część z nich jest rozpakowana, a część leży obok, niezdarnie rozrzucona, w nietkniętym papierze ozdobnym. 

I jedyne, co jesteś w stanie z siebie wydusić to To wszystko? Naprawdę?

Podarowałabyś sobie kolejny prezent?

Dlaczego więc Życie miałoby nam podarować coś Nowego, skoro część podarunków nadal leży nietknięta?