„Depresja”- ostatni krzyk mody.

„Depresja”- ostatni krzyk mody.

Kiedyś panował Weltschmerz, dziś mamy „depresję”. Wszędobylską bakterię, którą może wywołać milion śmiercionośnych powodów takich jak: koniec wakacji, pryszcz na czole czy życie według oczekiwań innych. Widocznie każde pokolenie ma swój ból istnienia. Umiejętność narzekania i czarnowidztwa jest niewątpliwie imponującym zasobem naszego narodu, ale wydaje się, że to zjawisko, które przybrało ostatnio charakter międzynarodowy. Poczucie niedowartościowania i niska samoocena towarzyszą na co dzień większości z nas- pisałam już o tym we wpisach Wszyscy mamy tę samą diagnozę i Czy jest ktoś, kogo najtrudniej pokochać? Tak, Ty!

Zjawisko „depresji” dotyczy zarówno nastolatek, szarganych burzami hormonów, jak i długonogich gwiazd w willach wartych milionów dolarów. Dlaczego warto mieć „depresję”?

Zwykły zły nastrój nie przyciągnie tak uwagi innych jak stworzenie depresyjnej aury. Chwila na wylanie gorzkich żali, a może i dwie, nigdy nikomu nie zaszkodziły. W końcu innym trzeba pomagać, zwłaszcza, gdy dopadnie ich tak zatrważająca choroba. Przy okazji, może znajdzie się ktoś, kto weźmie nas pod swoją opiekę. Bycie chronionym przez drugą osobę jest jednym z wrodzonych pragnień- łatwo je zaspokoić nawet kosztem odrobiny politowania. Dzięki temu, nie będziemy musieli ponosić odpowiedzialności za nasze życie– wystarczy kubek gorącej czekolady i zakopanie się pod kocem. Przeczekamy. Może jutro niebiosa ześlą nam lepszy humor.

Popularność nadużywania „depresji” jako wymówki nie przekłada się nad naszą umiejętność radzenia sobie z osobami, które doświadczają prawdziwych depresyjnych epizodów. Tak koszmarnych i wykańczających pod względem zarówno psychicznym, jak i fizycznym, że kończą całkowicie pozbawieni sił witalnych. Być może jednym z powodów takiego stanu rzeczy jest traktowanie depresji jak choroby do wypożyczenia- na dzień lub dwa. Kto wpadł na pomysł, że deklarowanie cierpienia na tak ciężką chorobę może być przepustką do wzięcia sobie wolnego od życia na kilka chwil? Ciekawe, że rak, schizofrenia czy zapalenie jajników nie cieszą się aż takim wzięciem.

Depresja to słowo pochodzące od łac. słów depressio – „głębokość” i deprimere – „przygniatać. Sama etymologia tego słowa podkreśla powagę tej choroby. Pacjenci przygnieceni życiem, tak głęboko, że zatracają sens bycia, istnienia, oddechu. Nie śpią, nie jedzą, tracą umiejętność radości popadając w stan anhedonii. Przestają czuć wartość swoją i otaczającego ich świata.

Nie zazdrośćmy im.


To, że moje słowa mogły w Tobie coś poruszyć lub wyzwolić sprawiłoby mi ogrrrrromną radochę. Jeśli się tak stało, daj znać w komentarzu i podsyć moją motywację do dalszego pisania!